//Przepraszam za to, że musieliście tak długo czekać na
następny rozdział. Cóż, niby są wakacje i mam dużo wolnego czasu, ale mam też
inne zajęcia. Co tu dużo mówić, po prostu całymi dniami nie ma mnie w domu. No
i jeszcze mój laptop uległ samozagładzie ( na szczęście został jako tako
przywrócony do życia ), a co za tym idzie – przepadł napisany przeze mnie
rozdział. Musiałam więc przepisać go na nowo i po raz kolejny poprawić. Jeśli
chodzi o długość poszczególnych rozdziałów, to jedne będą krótsze, inne dłuższe
– lubię was trzymać w napięciu, hehe~ Ale teraz już na poważnie zajmę się
pisaniem kolejnych rozdziałów i będę wstawiać je szybciej ( Uwaga, ta historia
nie będzie krótka, co to, to nie! ). Dziękuję wszystkim, którzy czytają mojego
bloga. A w szczególności osobom, które komentuje poszczególne posty – to wy
mnie motywujecie do dalszej pracy! No więc zapraszam do czytania rozdziału!
~
Kiedy dotarliśmy na miejsce, czyli do wesołego miasteczka,
nie musieliśmy nic mówić. Podtrzymując wolną dłonią ramię torby ( drugą miałem
uwięzioną w żelaznym uścisku Kima ),
biegłem za nim, a może raczej byłem przez niego ciągnięty w stronę
kolejki górskiej o dźwięcznej nazwie ,,Paw”. Mimo że na wagonach owej kolejki
były namalowane barwne ptaki, a podobizna jednego widniała nawet przy kasie
biletowej, to ta nazwa nadal kojarzyła mi się z czymś zupełnie innym. Byłem do
tego sceptycznie nastawiony – krzyki ludzi nie pomagały mi w podjęciu decyzji,
w dodatku te wszystkie strome zjazdy i pętle nie robiły dobrego wrażenia… W
końcu jednak dałem się przekonać. No i nie było tak źle, jak myślałem, mówiąc
wprost, dobrze się bawiłem. Wydaje mi się, że udzielił mi się dobry nastrój
Taehyunga, który przez całą przejażdżkę śmiał się, nie wyglądając na
przerażonego. Później V zaciągnął mnie do zamku strachu, który chyba bardziej
przeraził jego samego niż mnie – on nigdy nie był w stanie oglądać horrorów,
ba, nawet thrillerów, gdzie rozlewu krwi nie ma. W końcu przestałem się nad
wszystkim zastanawiać i po prostu dałem
się prowadzić blondynowi od atrakcji do atrakcji. Odwiedziliśmy chyba prawie
wszystkie atrakcje – roller coastery, salę luster, karuzele, czy bujający się
statek. Opanowałem się dopiero, gdy
słońce już prawie zaszło, a niebo zaczęło przybierać ciemny, granatowy odcień.
-TaeTae, powinniśmy już wracać. Jutro mam pracę i…
-Dobra, Kookie! W takim razie – Czemu odszedłeś z BTS? –
zamurowało mnie, kiedy usłyszałem to bezpośrednie pytanie. Jakby nie patrzeć,
przez ostatnie godziny Taehyung nawet nie poruszył tego tematu.. Co ja gadam,
on w ogóle nic nie mówił oprócz nazw kolejnych atrakcji czy smakołyków! To
prawda, że on jest czasami aż nazbyt prostolinijny, ale żeby aż tak?
Chrząknąłem znacząco i już chciałem mu odpowiedzieć, kiedy, o losie,
zorientowałem się, że nie mam swojej torby. Przerażony zacząłem rozglądać się w
jej poszukiwaniu, mając złudną nadzieję, że może upuściłem ją gdzieś w pobliżu.
-Jungkookie? – V zmarszczył brwi i zaczął mi się uważnie
przyglądać, czekając zapewne na wyjaśnienie mojego dziwnego zachowania.
-Moja torba.. – poczułem się, jakby krew odpłynęła mi z
twarzy. Przeczesałem obiema dłońmi włosy i przykucnąłem na ziemi – Mam w niej
strój do pracy…
-Och… - Spojrzałem na twarz przyjaciela, który ewidentnie
zaczął nad czymś rozmyślać ( rozpoznałem to po jego zmarszczonych brwiach i
zamkniętych oczach. No i ujął kciukiem i palcem wskazującym swoją brodę, co
robił zawsze, jak się nad czymś dogłębnie zastanawiał ). Po chwili ruszył on w
tylko sobie znanym kierunku, pozostawiając mnie samemu sobie. Czyżby on poszedł
szukać mojej…
-Kim Taehyung, ty… Idioto! – Czemu on wciąż sprawiał, że
moje serce biło szybciej? To nienormalne! To całe zachowanie… Nie pasowało do
mnie. Kiedy ja stałem się tak taki… Poważny? Wyprostowałem się, łapiąc
równowagę, i zacząłem nerwowo przestępować z nogi na nogę, ukrywając dosyć
zmarznięte dłonie w kieszeniach moich czarnych rurek. Jakby nie patrzeć była
wczesna wiosna i noce bywały naprawdę chłodne, a ja miałem na sobie tylko
cienki sweter. Skarciłem się w myślach za nieodpowiedni ubiór, ale przecież to
nie do końca była moja wina. Od kawiarni do mojego domu dzieliło mnie zaledwie
kilka przecznic, a spotkania z Taehyungiem nie przewidziałem. Tego, że zabierze
mnie w takie miejsce jak to, też. Nagle usłyszałem jak ktoś mnie woła i
odruchowo obróciłem się w tą stronę, wytężając wzrok.
-Jeon! – Zzciajany V, zatrzymawszy się przede mną, podparł
się dłonią o moje ramię i postawił na ziemi ciemną torbę marki Nike. –Była w
wagonie kolejki górskiej… Ktoś z obsługi
ją znalazł i zaniósł do biura rzeczy znalezionych. – Odetchnąłem z ulgą i w
podzięce przytuliłem V. Szybko jednak się od niego odsunąłem, bo jeszcze
uznałby moje zachowanie za dziwne… W końcu dopiero co się spotkaliśmy po całym
miesiącu nie utrzymywania ze sobą kontaktu.
-Przepraszam, Hyung… - wybełkotałem, spuszczając głowę w
dół. No nie! Jeon Jeongguk, weź się w garść! Nie zachowuj się jak zakochana
nastka!
-Za co, Kookie? Za co mnie przepraszasz? – Przygryzłem wargę
i po chwili zorientowałem się, że miętoszę w dłoniach dolny skrawek mojej
bluzki. Ach, chrzanić to! Mogę sobie być zakochaną nastką! W końcu mam niecałe
siedemnaście lat na karku!
-Pamiętasz, co ci powiedziałem wtedy… Zanim, no wiesz… -
zamilkłem w połowie wypowiedzi, szukając odpowiednich słów.
-Zanim uciekłeś? Tak. Powiedziałeś, że jesteś gejem. –
Poczerwieniałem ze wstydu na twarzy. Gdybym tylko mógł w tej chwili zapaść się
pod ziemię… - I co z tego? – Zerknąłem na TaeTae, szukając w jego oczach czegoś
na kształt odrazy, czy nienawiści. Ale nic takiego nie znalazłem. To nadal były
te same, ciepłe oczy mojej ukochanej osoby.
-Jak to co? Nie obrzydza cię coś takiego? – spuściłem wzrok
i schyliłem głowę jeszcze bardziej niż poprzednio. Teraz byłem już tak
zgarbiony, że mógłbym robić za dublera Qwazimodo.
-Nie, nie obrzydza. Kookie, przecież mnie znasz! –
wciągnąłem szybko powietrze do płuc, wydając tym samym ustami cichy świst.
-Nawet jeśli zakochałem się w kimś z naszego zespołu? –
spojrzałem na V, z oczami pełnymi żałosnej nadziei, że zrozumie on o kim mówię.
-Nawet wtedy. I chcesz powiedzieć, że ty zakochałeś się… -
Zdążyłem momentalnie się wyprostować, patrząc zdziwionym wzrokiem na chłopaka.
Czyżby on już się domyślił? – w Jiminie? – A, nie, jednak nie… V nadal wolno
myślał.
-Nie, ja…
-A więc chodzi o Sugę! No tak… - Miałem ochotę uderzyć się
otwartą dłonią w czoło. – Zresztą, nieważne kto to, bo ja i tak jestem po
twojej stronie i ci kibicuję, Kookie. – Spojrzałem na uśmiech Taehyunga i lekko
skinąłem głową, rozmyślając nad tym, jakim cudem on nadal nie zorientował się
co do niego czuję. Nagle poczułem jak coś opada na moje ramiona i już miałem z
siebie wydać coś na kształt krzyku, kiedy zrozumiałem, że to skórzana kurtka Kima.
-Dzięki. – Opatuliłem się szczelnie ofiarowanym mi okryciem
i podniósłszy z ziemi moją torbę, przewiesiłem ją sobie przez ramię. – Jak już
mówiłem, powinniśmy już iść, ja naprawdę mam jutro pracę, więc do.. – w chwili,
w której już chciałem się pożegnać, blondyn chwycił moją dłoń i znowu zaczął
mnie gdzieś ciągnąć. – Hej! – Odpowiedziała mi jedynie cisza, przerywana
rozmowami innych gości wesołego miasteczka – Hyung, dokąd mnie zabierasz? –
Znowu cisza – Hyung! – podniosłem odrobinę głos, jednak odpowiedź na moje
pytanie otrzymałem dopiero po jakimś czasie, gdy zatrzymaliśmy się przy
diabelskim młynie. O nie, tylko nie to. – H-Hyung, ja naprawdę nie mogę, ja…!
-Jak często z czegoś rezygnujesz a jak często robisz to,
czego tak naprawdę pragniesz? – Nie wiedziałem, jak na to odpowiedzieć. V miał
rację, ale nigdy nie spodziewałbym się usłyszeć takich słów z jego ust.
Wydawało mi się raczej, że Kim jest trochę… Mało pojętny. Dałem się w ciszy poprowadzić
Taehyungowi, nie odzywając się do czasu aż zajęliśmy miejsce w jednej z kabin.
-Debil… - Mruknąłem pod nosem, spoglądając na widoki
znajdujące się za małym oknem po mojej prawej stronie. Oczywiście do moich uszu
dotarł śmiech chłopaka, który usiadł po drugiej stronie kabiny, naprzeciw mnie.
-Kookie, nic się nie zmieniłeś przez ten miesiąc.
-To chyba normalne. – Odparłem cicho, zerkając kątem oka na
V. Zauważyłem, że jego włosy są znacznie jaśniejsze niż kiedy widziałem go
ostatnim razem. – Ten kolor… Nie pasuje ci. – Nie zorientowałem się, że
powiedziałem to na głos, dopóki nie usłyszałem odpowiedzi Taehyunga.
-Mi też się nie podoba. Zamierzam pofarbować włosy na inny
kolor, ale jeszcze nie zdecydowałem się na jaki.
-Brąz. – Oznajmiłem, ponownie skupiając swoje spojrzenie na
przechodniach, przypominających teraz małe mrówki.
-Czemu nie? A! Kookie… - obróciłem głowę w stronę
przyjaciela, patrząc na niego pytająco. – Co tak naprawdę myślisz o Soji? –
Gdybym teraz miał w ustach jakąkolwiek ciecz, z pewnością bym się nią
zakrztusił. A to zmusiłoby drugą osobę do zmiany tematu. No ale niestety nie
miałem przy sobie żadnego napoju, a osobą, z którą rozmawiałem był V – facet,
który nigdy nie zrozumie żadnej aluzji. Co ja o niej myślałem? Zazdrościłem jej
wszystkiego. Tego, że była piękna i dobra. Tego, że była dziewczyną. A przede
wszystkim tego, że mogła być z TaeTae.
-Moim zdaniem jest idealną dziewczyną. – Powiedziałem jedynie,
bawiąc się kosmykami moich krótkich, czarnych włosów.
-Chodzi mi o to, co niej myślisz, a nie jaka według ciebie
jest.
-Nie lubię jej… Nie wiem dlaczego, ale po prostu nie lubię
jej towarzystwa. – Oznajmiłem wreszcie, głośno wzdychając. To nie do końca była
prawda, bo przecież doskonale zdawałem sobie sprawę z powodu, dla którego za
nią nie przepadałem.
-Tak myślałem. – Zmarszczyłem brwi i zdziwiony zacząłem
przyglądać się blondynowi.
-Jak to: Tak myślałeś? – Przecież to niemożliwe, żeby Kim od
początku wiedział, że nie lubię Soji. Ukrywałem to najlepiej jak umiałem, więc
on po prostu nie miał prawa się tego domyślić.
-Miałem takie przeczucie, to wszystko. – Podniosłem się wściekły
z miejsca, nieomal uderzając głową o dach kabiny, przesunąłem się, i pochyliłem
nad V, opierając dłonie na ściankach owej kabiny, po obu stronach głowy
Taehyuna.
-Nie mogłeś się od tak tego domyślić… Proszę cię, przestać
się wreszcie wygłupiać. Czuję się, jakbyś mieszał mi w głowie, Hyung…
