sobota, 12 grudnia 2015

`Not Enough - Rozdział 4

Wielki powrót! Nareszcie! Przepraszam za nie dodawanie nowych rozdziałów przez tak długi czas, jednak miałam naprawdę sporo nauki w szkole i nie mogłam znaleźć na to czasu... Ale wreszcie mam chwilę dla siebie i postanowiłam spędzić ją, dodając nowy rozdział "Not Enough". Myślałam ostatnio nad napisaniem kolejnego fanfica, może jakiegoś oneshotu. Jakieś pomysły, życzenia? Piszcie w komentarzach ~ A teraz życzę miłego czytania :D

~*~

-Co ty mówisz, Kookie? - Zdziwiony V spojrzał wprost na mnie i uśmiechnął się lekko - Przecież to normalne, że się wszystkiego domyśliłem. Jesteś moim przyjacielem... Tak jak Jimin, czy Suga. - Te słowa zabolały mnie tak bardzo, że momentalnie cofnąłem się i wróciłem na miejsce, spuszczając głowę i wbijając wzrok w podłogę.
-No tak. Przepraszam. - szepnąłem cicho, powstrzymując łzy napływające mi do oczu. Dlaczego to ja musiałem tak cierpieć? Tylko ja przepłakiwałem noce i zastanawiałem się co zrobić, żeby się odkochać, podczas gdy Taehyung spędzał ten czas z Soji...
-Za co mnie przepraszasz, Jungkook? - TaeTae z pewnością był teraz zmartwiony... Widać to było w jego wyrazie twarzy. Nie powinienem się tak przy nim zachować, wprawiłem go jedynie w zakłopotanie. Gdybym tylko był w stanie wyrzucić z siebie to wszystko i powiedzieć mu co czuję... Wszystko byłoby wtedy łatwiejsze.
-A, nie... Ja po protu... - Po prostu co, Jeon? Robiłeś sobie złudne nadzieje? -Źle się czuję... -Tak, to była dobra wymówka. Co prawda nikt by w nią nie uwierzył, widząc w jakim jest stanie, ale w końcu osobą, z którą siedział w wagoniku był "Alien V".
-Hm? Może zjadłeś za dużo waty cukrowej? -V naprawdę jest zbyt łatwowierny. Nigdy nie zastanawia się nad tym, czy ktoś kłamie czy też mówi prawdę. Z góry zakłada, że jest szczery, dlatego każdy bez problemu może go oszukać. Taki właśnie był Taehyung.
-Tak, to pewnie przez to. -Odparłem, pocierając dłonią swój policzek. Naprawdę... Każdy z moich bliskich przyjaciół już dawno zorientowałby się, że kłamałem. Nagle poczułem, że kabina w której się znajdowaliśmy, zatrzęsła się i znieruchomiała. Po chwili małe drzwiczki po mojej prawej otworzyły się i moim oczom ukazał się pracownik odpowiedzialny za obsługę diabelskiego młynu.
-Szybko, szybko. - Po tym, jak zostałem popędzony przez mężczyznę i wysiadłem, ruszyłem przed siebie, spoglądając na gwieździste niebo. W oddali słyszałem śmiech i liczne rozmowy, a tuż za sobą czyjeś kroki. Wiedziałem, że to Kim. Kto inny mógłby za mną iść?
-Wiesz, wszyscy za tobą tęsknią, Jungkookie. - Zatrzymałem się i obejrzałem przez ramię, a utkwiwszy wzrok w twarzy mojego towarzysza, cicho westchnąłem.
-Wiem o tym... Ale nie jestem w stanie spojrzeć im w oczy, po tym jak nagle odszedłem z zespołu. - Mruknąłem cicho, odwracając wzrok od chłopaka. Ten jednak podszedł do mnie i poklepał mnie delikatnie po głowie.
-Rozumiem cię, ale mimo wszystko... Powinieneś się z nimi spotkać. A jeśli chodzi o osobę, w której się zakochałeś, to najlepiej będzie, jak jej o tym powiesz. W przeciwnym wypadku będziesz cały czas cierpiał i nie będziesz w stanie iść naprzód i cieszyć się życiem.
-Czy to był cytat z...
-Och! Dałbyś mi od czasu do czasu powiedzieć coś mądrego! - Momentalnie wybuchnąłem śmiechem, widząc minę, jaką zrobił Taehyung. Tak bardzo kochałem.. Wszystkie jego zalety i wady, chwile, kiedy żartował, chwile, kiedy był poważny. Jego uśmiech, jego radosne spojrzenie i optymistyczne podejście do życia... Wszystko. Kochałem w nim to wszystko.
-Nigdy się nie zmienisz, co? - Wytarłem kciukiem łzy radości, które pojawiły się w kącikach moich oczu.
-Nigdy. - Moje serce po raz kolejny zabiło mocniej, gdy V się uśmiechnął. Spuściłem głowę w fół, ukrywając zarumienione policzku za moją przydługą grzywką. Zwinąłem moją dłoń w pięść i lekko uderzyłem nią w ramię stojącego po mojej prawej chłopaka. Ten tylko spojrzał na mnie pytająco, unosząc do góry swoje brwi.
-Za dzisiaj... Dziękuję - Mruknąłem, czując jak moje rumieńce się powiększają.
-Nie ma za co, Kookie! - W tamtym momencie czułem się naprawdę szczęśliwy. Znowu przyjaźniłem się z V, o ile mogłem naszą relację tak nazwać. Kilka dni później nadal myślałem o dniu, który spędziłem w wesołym miasteczku. Właśnie zmywałem naczynia, kiedy usłyszałem dźwięk dzwonka do drzwi. Kto to mógł być? Przecież nikogo się nie zapraszałem a niewiele osób znało mój adres zamieszkania... Wycierając ręce kuchenną ściereczką o kwiecistym wzorze, ruszyłem w stronę korytarza, by przez judasza sprawdzić kto się do mnie dobija o tej porze. Był to... Człowiek, którego nigdy nie widziałem na oczy. Otworzyłem od niechcenia drzwi i lekko je uchyliłem - w końcu nie miałem zamiaru od tak wpuszczać kogoś do środka, nie byłem aż tak głupi.
-Tak? -Zapytałem odruchowo mężczyznę, stojącego przede mną. Był on dość elegancko ubrany, w końcu mało osób nosi na co dzień marynarki i koszule, prawda? W dodatku był stanowczo za młody, żeby być jakimś biznesmenem, czy kimś w tym rodzaju.
-Dobry wieczór. Przepraszam, że przeszkadzam, ale właśnie wprowadziłem się do mieszkania na przeciwko i pomyślałem, że wypadałoby się przywitać. - Zmarszczyłem lekko brwi, uważnie lustrując rozpromienioną twarz chłopaka, stojącego na wprost mnie. Kogoś mi przypominał, tylko... Kogo?
-Um, dobry wieczór. Może chciałby się pan czegoś napić? - zaproponowałem, otwierając szerzej drzwi. To na pewno nie był żaden włamywacz, już od jakiegoś czasu właścicielka tego małego budynku chodziła zaaferowana, opowiadając o "nowym, przystojnym lokatorze". Uśmiech widniejący na twarzy mężczyzny jeszcze się poszerzył, jednak pokręcił on przecząco głową, dając mi do zrozumienia, że nie skorzysta z mojej propozycji.
-Z miłą chęcią, jednak muszę się jeszcze rozpakować, więc może innym razem. No i proszę, mów mi po imieniu. Nazywam się Lee Hyungwon.
-Jeon Jeongguk... - skinąłem delikatnie głową, posyłając nowemu znajomemu nieśmiały uśmiech. Oboje uścisnęliśmy sobie dłonie i pożegnaliśmy się. Wróciłem do swojego mieszkania, zamykając za sobą drzwi, i z cichym westchnieniem usiadłem na kanapie. Telefon, który znajdował się w tylnej kieszeni moich spodni, zaczął wibrować, więc wyciągnąłem go i spojrzałem na wyświetlacz. Moja aura momentalnie się zmieniła. Nie wiedząc dlaczego, poprawiłem włosy, które miałem w lekkim nieładzie i dopiero wtedy odebrałem.
-TaeTae? - zsunąłem ze stóp kapcie i położyłem się na kanapie - Sobota? Tak, mam czas... - Uśmiechnąłem się do siebie i przygryzłem dolną wargę. Jeszcze przez chwilę rozmawiałem z chłopakiem, głównie o tym, gdzie pójdziemy i co będziemy robić, jak już się spotkamy. Cały czas czułem "motylki w brzuchu", jak to mówią zakochani, w dodatku kiedy musieliśmy już skończyć rozmowę, nie potrafiłem ukryć zawodu w moich głosie. Po pożegnaniu się z Kimem, wstałem z kanapy i nie zakładając kapci, poszedłem do kuchni aby skończyć zmywać naczynia. Nie wiem dlaczego, ale myślami wróciłem do dnia, kiedy V miał po raz pierwszy dyżur w kuchni. Dopiero tydzień mieszkaliśmy ze sobą w dormie i nie znaliśmy się za dobrze, pomimo że wcześniej niejednokrotnie spotykaliśmy się na ćwiczeniach. Ja nawiązałem bliższy kontakt jedynie z Jinem, najstarszym z zespołu, i to w większości z nim spędzałem czas. A więc, Taehyung miał coś ugotować. Coś prostego, żeby można to były w miarę szybko przygotować i żeby każdy się najadł. Chciał zrobić spaghetti, na które przepis znalazł gdzieś w internecie, ale... Niestety, przypalił sos, a makaron był twardy. Jakim cudem można nie dogotować makaron? Każdy przy stole śmiał się z Kima, on zresztą również szeroko się uśmiechał, przepraszając nas za swój brak umiejętności gotowania. To trochę bardziej nas wszystkich do siebie zbliżyło. Bez skrępowania mogliśmy rozmawiać o głupocie "TaeTae" i o codziennych obowiązkach. A po debiucie byliśmy już całkiem zgraną paczką. Tamte dni... Już nigdy do nich nie wrócimy...


/Przepraszam, że jest to tak krótkie, jednak nie mam dostępu do laptopa, bo trochę mu się umarło (Czyt. ładowarka się zepsuła). Za tydzień powinnam już mieć dostęp do komputera, więc wstawię jakiś oneshot i będzie on znacznie dłuższy. Dziękuje wszystkim, którzy czytają mojego bloga, bez względu na to, czy przypadł im do gustu, czy nie. Cieszę się, że jesteście tu ze mną - to motywuje mnie do dalszego pisania.  Do zobaczenia w następnej notce.
~Yu

piątek, 21 sierpnia 2015

`Regret Message




/Tadaa~ Nie spodziewaliście się tego, co? Hehe... No więc tak, jako że jest już ponad 2.500 wyświetleń na bloga, postanowiłam wstawić prolog opowiadania, nad którym ostatnio zaczęłam pracować. Oczywiście VKooka też wstawię, spokojna głowa! Mam nadzieję, że Regret Message zostanie przyjęte równie ciepło, co Not Enough... Zapraszam do lektury! A! Jeszcze jedno. Naprawdę proszę o zostawianie komentarzy, nawet takich krótkich! Nie macie pojęcia, jak bardzo to motywuje i zachęca! Oczywiście do niczego nie zmuszam, ale...Jak czytam co piszecie, to mam ochotę skakać z radości i momentalnie wracam do pisania.. Hehe. Do następnego!

Pairing/Para: G-Dragon x Daesung ( GDae, GD x Daesung, DaeKwon )
Zespół: BigBang
Gatunek/Rodzaj: Yaoi, Dramat, Romans.
Główny bohater/Typ narracji: Daseung, momentami GD (G-Dragon)/Narracja trzecioosobowa.
G-Dragon: GD, Kwon Jiyong, Kwonnie, czarnowłosy, brązowooki.
Daesung: D-Lite, Kang Daeseong, brązowowłosy, ciemnooki ( jego oczy mają barwę ciemnej czekolady, jeśli chodzi o to opowiadanie ), Dae.



Prolog:



-Wciąż ci mało, pojebie? – Ciemnoskóry mężczyzna splunął na chłopaka, leżącego u jego stóp, ten zaś, pomimo wielu ran i sińców pokrywających jego ciało, resztkami sił wyciągnął rękę w stronę swojego oprawcy i zacisnął dłoń na jego łydce, rzucając mu spojrzenie spod swojej przydługiej grzywki.

-Gdzie… Ona jest? – Zapytał ledwo dosłyszalnie młody mężczyzna, kaszląc. W odpowiedzi na jego pytanie, gangster kopnął go w brzuch, co wywołało u brązowowłosego silną falę bólu.

-Pierdol się. – Oznajmił wściekły Afroamerykanin, odwrócił się na pięcie i rzucając jeszcze kilkoma przekleństwami pod adresem czarnookiego, ruszył w tylko sobie znanym kierunku. Daesung spróbował się podnieść, jednak ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Mężczyzna po prostu zamknął oczy i sięgnął ręką po kwiecistą chustę, leżąca obok jego głowy. Obracając ją w dłoniach, usilnie starał się powstrzymać łzy cisnące mu się do oczu. Cała ta sytuacja, to tylko i wyłącznie jego wina. To przez niego cierpieli wszyscy wokół. Mimo że tego nie chciał, przypomniał sobie ten dzień, w którym wszystko się zaczęło. Kiedy poznał JEGO.

~*~

-Yo! – Czarnowłosy usiadł na ławce swojego kolegi i obrzucił go spojrzeniem swoich oczu – Nazywam się Kwon Jiyong… A ty jesteś Kang Daeseong, racja? – Brązowowłosy zerknął na nieznaną mu osobę i lekko skinął głową, wracając do jedzenia swojej kanapki. Od dawna nie był dobry w nawiązywaniu nowych znajomości, co nie oznaczało że był outsiderem, czy kimś w tym rodzaju. Wręcz przeciwnie, kiedy ktoś go lepiej poznał, stwierdzał że jest on jedną z najbardziej otwartych osób jakie zna. – Ale mogę do ciebie mówić Daesung? Łatwiej mi to wymówić – Oznajmił nastolatek, posyłając czarnookiemu łobuzerski uśmiech. Kang ponownie skinął głową, po czym wyciągnął dłoń w stronę nowego znajomego.

-Miło mi cię poznać, Jiyong. – Poczuł dziwne mrowienie, kiedy Kwon uścisnął jego rękę, jednak postanowił to zignorować.

-Dzisiaj wybieram się z kumplami na karaoke. Przyłączysz się? Zabieramy też dziewczyny. – Brązowooki zaczął machać w powietrzu nogami, czekając na odpowiedź. Sam nie do końca wiedział dlaczego aż tak zależało mu na zbliżeniu się do tego chłopaka. Może to przez to, że wydawał się taki cichy? Wręcz flegmatyczny? W przeciwieństwie do samego Jiyonga i jego przyjaciół, Daeseong wydawał się raczej rozsądny, a taka osoba przydałaby się w każdej grupce znajomych.

-Nie wiem, czy znajdę czas, ale..
-Czyli ustalone! Zaraz po tych wszystkich wprowadzających zajęciach spotykamy się na szkolnym placu. Mam nadzieję, że nie stchórzysz. – Czarnowłosy zaśmiał się, zsunął z ławki i poklepał nowego kolegę po ramieniu – Do zobaczenia. –Po tych słowach przeszedł między rzędami szkolnych ławek i zajął swoje miejsce tuż za jakąś farbowaną blondynką. Donośny dźwięk dzwonka oznajmił wszystkim, że powinni schować swoje komórki i inne przedmioty codziennego użytku niemile widziane na lekcjach. Daesung przełknął ostatni kawałek swojej kanapki z serem, zgniótł papier śniadaniowy, w który była ona owinięta i wrzucił go do swojego plecaka, leżącego tuż przy jego nodze. Pierwsza godzina nadzwyczaj mu się dłużyła. Ich nowy wychowawca co rusz poruszał jakieś tematu typu ,,antykoncepcja”, czy „Skutki nieprzestrzegania szkolnego regulaminu”. Kiedy dzwonek rozbrzmiał ponownie, wszyscy zignorowali dalsze wywody nauczyciela i rozpoczęli donośne rozmowy ze swoimi przyjaciółmi. Jedynie Daeseong w ciszy sięgnął do kieszeni swoich czarnych spodni i wyciągnął z niej białe słuchawki. Kątem oka dostrzegł Kwona i w pierwszej chwili chciał do niego zagadać, jednak czarnowłosy był już otoczony przez kilkoro swoich znajomych. Ciemnooki westchnął cicho i podłączywszy słuchawki do swojej mp2, puścił pierwszy lepszy utwór. Nothing Else Matters, zespołu Metallica, pozwoliło Kangowi na chwilę odłączyć się od rzeczywistości. Cicho wystukiwał rytm perkusji na blacie swojej ławki, kiedy poczuł jak ktoś stuka go palcem w ramię. Odrobinę wzdrygnął się, wyciągnął jedną słuchawkę z ucha i spojrzał na dziewczynę stojącą obok. Była to ta sama blondynka, zajmująca miejsce przed Jiyongiem.
-Hej… Powiedz mi, znasz dobrze GDragona? – Powiedziała aż nazbyt przesłodzonym głosikiem, mrugając przy tym tak szybko, że chyba nawet koliber w locie nie byłby w stanie szybciej poruszać swoimi skrzydłami.
-Kogo? - ,, Never cared for what they do, Never cared for what they know…”
-Kwona! Kwona Jiyonga! – powiedziała dziewczyna odrobinę podniesionym tonem, przy czym pochyliła się do przodu tak, że brązowowłosy mógłby bez problemu zajrzeć jej w dekolt. Ale tego nie zrobił, bo nadal uważnie lustrował jej twarz.
-Nie. – Powiedział jedynie, wkładając z powrotem słuchawkę do ucha. Blondynka wróciła do grupki swoich przyjaciółek wyraźnie poirytowana. Z pewnością opowiadała teraz jaki to aspołeczny jest ich kolega z klasy. No bo przecież nikt nie ma prawa nie chcieć z nią rozmawiać, racja? Kang zamknął oczy i zaczął nucić cicho piosenkę, której tytuł był mu raczej nieznany. Czasami nastolatek po prostu zgrywał na swój odtwarzacz utwory, których pierwsze dźwięki mu się spodobały. Nie zawsze oznaczało to, że tekst, czy melodia są idealne, ale po prostu tak już zwykł robić i raczej zbytnio nie myślał nad zmienieniem tego w sobie. Na szczęście reszta zajęć minęła mu naprawdę szybko, głównie dlatego że większość nauczycieli powiedziała tylko kilka zdań i zajęła się czytaniem jakiejś gazety, czy książki. Daeseong nie potrafił powstrzymać uśmiechu cisnącego mu się na twarz, gdy usłyszał ostatni dzwonek tego dnia. Szybko wrzucił swoją mp2 wraz z słuchawkami do plecaka i pośpiesznie wyszedł z klasy. W pewnym sensie czuł się podekscytowany spotkaniem z grupką osób z jego klasy. Miał szansę na nawiązanie z kimś bliższych relacji. Na placu stał może pięć minut, kiedy jego oczom ukazała się dobrze mu już znana twarz czarnowłosego i jego przyjaciół.
-Yo! – Brązowooki uśmiechnął się szeroko, w podskokach pokonując schody.
-Hej. – Odparł siedemnastolatek*, zmierzając w stronę roześmianej grupki.

//* - Jak wiecie zapewne, w Korei obowiązuje inny system wiekowy, że tak to nazwę. Na nasz przelicznik, Dae ma szesnaście lat. I spokojnie, wiem że nasz Żi Di jest starszy, wszystko wyjdzie w praniu~

piątek, 17 lipca 2015

`Not Enough - Rozdział 3

//Przepraszam za to, że musieliście tak długo czekać na następny rozdział. Cóż, niby są wakacje i mam dużo wolnego czasu, ale mam też inne zajęcia. Co tu dużo mówić, po prostu całymi dniami nie ma mnie w domu. No i jeszcze mój laptop uległ samozagładzie ( na szczęście został jako tako przywrócony do życia ), a co za tym idzie – przepadł napisany przeze mnie rozdział. Musiałam więc przepisać go na nowo i po raz kolejny poprawić. Jeśli chodzi o długość poszczególnych rozdziałów, to jedne będą krótsze, inne dłuższe – lubię was trzymać w napięciu, hehe~ Ale teraz już na poważnie zajmę się pisaniem kolejnych rozdziałów i będę wstawiać je szybciej ( Uwaga, ta historia nie będzie krótka, co to, to nie! ). Dziękuję wszystkim, którzy czytają mojego bloga. A w szczególności osobom, które komentuje poszczególne posty – to wy mnie motywujecie do dalszej pracy! No więc zapraszam do czytania rozdziału!
~
Kiedy dotarliśmy na miejsce, czyli do wesołego miasteczka, nie musieliśmy nic mówić. Podtrzymując wolną dłonią ramię torby ( drugą miałem uwięzioną w żelaznym uścisku Kima ),  biegłem za nim, a może raczej byłem przez niego ciągnięty w stronę kolejki górskiej o dźwięcznej nazwie ,,Paw”. Mimo że na wagonach owej kolejki były namalowane barwne ptaki, a podobizna jednego widniała nawet przy kasie biletowej, to ta nazwa nadal kojarzyła mi się z czymś zupełnie innym. Byłem do tego sceptycznie nastawiony – krzyki ludzi nie pomagały mi w podjęciu decyzji, w dodatku te wszystkie strome zjazdy i pętle nie robiły dobrego wrażenia… W końcu jednak dałem się przekonać. No i nie było tak źle, jak myślałem, mówiąc wprost, dobrze się bawiłem. Wydaje mi się, że udzielił mi się dobry nastrój Taehyunga, który przez całą przejażdżkę śmiał się, nie wyglądając na przerażonego. Później V zaciągnął mnie do zamku strachu, który chyba bardziej przeraził jego samego niż mnie – on nigdy nie był w stanie oglądać horrorów, ba, nawet thrillerów, gdzie rozlewu krwi nie ma. W końcu przestałem się nad wszystkim zastanawiać  i po prostu dałem się prowadzić blondynowi od atrakcji do atrakcji. Odwiedziliśmy chyba prawie wszystkie atrakcje – roller coastery, salę luster, karuzele, czy bujający się statek.  Opanowałem się dopiero, gdy słońce już prawie zaszło, a niebo zaczęło przybierać ciemny, granatowy odcień.
-TaeTae, powinniśmy już wracać. Jutro mam pracę i…
-Dobra, Kookie! W takim razie – Czemu odszedłeś z BTS? – zamurowało mnie, kiedy usłyszałem to bezpośrednie pytanie. Jakby nie patrzeć, przez ostatnie godziny Taehyung nawet nie poruszył tego tematu.. Co ja gadam, on w ogóle nic nie mówił oprócz nazw kolejnych atrakcji czy smakołyków! To prawda, że on jest czasami aż nazbyt prostolinijny, ale żeby aż tak? Chrząknąłem znacząco i już chciałem mu odpowiedzieć, kiedy, o losie, zorientowałem się, że nie mam swojej torby. Przerażony zacząłem rozglądać się w jej poszukiwaniu, mając złudną nadzieję, że może upuściłem ją gdzieś w pobliżu.
-Jungkookie? – V zmarszczył brwi i zaczął mi się uważnie przyglądać, czekając zapewne na wyjaśnienie mojego dziwnego zachowania.
-Moja torba.. – poczułem się, jakby krew odpłynęła mi z twarzy. Przeczesałem obiema dłońmi włosy i przykucnąłem na ziemi – Mam w niej strój do pracy…
-Och… - Spojrzałem na twarz przyjaciela, który ewidentnie zaczął nad czymś rozmyślać ( rozpoznałem to po jego zmarszczonych brwiach i zamkniętych oczach. No i ujął kciukiem i palcem wskazującym swoją brodę, co robił zawsze, jak się nad czymś dogłębnie zastanawiał ). Po chwili ruszył on w tylko sobie znanym kierunku, pozostawiając mnie samemu sobie. Czyżby on poszedł szukać mojej…
-Kim Taehyung, ty… Idioto! – Czemu on wciąż sprawiał, że moje serce biło szybciej? To nienormalne! To całe zachowanie… Nie pasowało do mnie. Kiedy ja stałem się tak taki… Poważny? Wyprostowałem się, łapiąc równowagę, i zacząłem nerwowo przestępować z nogi na nogę, ukrywając dosyć zmarznięte dłonie w kieszeniach moich czarnych rurek. Jakby nie patrzeć była wczesna wiosna i noce bywały naprawdę chłodne, a ja miałem na sobie tylko cienki sweter. Skarciłem się w myślach za nieodpowiedni ubiór, ale przecież to nie do końca była moja wina. Od kawiarni do mojego domu dzieliło mnie zaledwie kilka przecznic, a spotkania z Taehyungiem nie przewidziałem. Tego, że zabierze mnie w takie miejsce jak to, też. Nagle usłyszałem jak ktoś mnie woła i odruchowo obróciłem się w tą stronę, wytężając wzrok.
-Jeon! – Zzciajany V, zatrzymawszy się przede mną, podparł się dłonią o moje ramię i postawił na ziemi ciemną torbę marki Nike. –Była w wagonie kolejki górskiej…  Ktoś z obsługi ją znalazł i zaniósł do biura rzeczy znalezionych. – Odetchnąłem z ulgą i w podzięce przytuliłem V. Szybko jednak się od niego odsunąłem, bo jeszcze uznałby moje zachowanie za dziwne… W końcu dopiero co się spotkaliśmy po całym miesiącu nie utrzymywania ze sobą kontaktu.
-Przepraszam, Hyung… - wybełkotałem, spuszczając głowę w dół. No nie! Jeon Jeongguk, weź się w garść! Nie zachowuj się jak zakochana nastka!
-Za co, Kookie? Za co mnie przepraszasz? – Przygryzłem wargę i po chwili zorientowałem się, że miętoszę w dłoniach dolny skrawek mojej bluzki. Ach, chrzanić to! Mogę sobie być zakochaną nastką! W końcu mam niecałe siedemnaście lat na karku!
-Pamiętasz, co ci powiedziałem wtedy… Zanim, no wiesz… - zamilkłem w połowie wypowiedzi, szukając odpowiednich słów.
-Zanim uciekłeś? Tak. Powiedziałeś, że jesteś gejem. – Poczerwieniałem ze wstydu na twarzy. Gdybym tylko mógł w tej chwili zapaść się pod ziemię… - I co z tego? – Zerknąłem na TaeTae, szukając w jego oczach czegoś na kształt odrazy, czy nienawiści. Ale nic takiego nie znalazłem. To nadal były te same, ciepłe oczy mojej ukochanej osoby.
-Jak to co? Nie obrzydza cię coś takiego? – spuściłem wzrok i schyliłem głowę jeszcze bardziej niż poprzednio. Teraz byłem już tak zgarbiony, że mógłbym robić za dublera Qwazimodo.
-Nie, nie obrzydza. Kookie, przecież mnie znasz! – wciągnąłem szybko powietrze do płuc, wydając tym samym ustami cichy świst.
-Nawet jeśli zakochałem się w kimś z naszego zespołu? – spojrzałem na V, z oczami pełnymi żałosnej nadziei, że zrozumie on o kim mówię.
-Nawet wtedy. I chcesz powiedzieć, że ty zakochałeś się… - Zdążyłem momentalnie się wyprostować, patrząc zdziwionym wzrokiem na chłopaka. Czyżby on już się domyślił? – w Jiminie? – A, nie, jednak nie… V nadal wolno myślał.
-Nie, ja…
-A więc chodzi o Sugę! No tak… - Miałem ochotę uderzyć się otwartą dłonią w czoło. – Zresztą, nieważne kto to, bo ja i tak jestem po twojej stronie i ci kibicuję, Kookie. – Spojrzałem na uśmiech Taehyunga i lekko skinąłem głową, rozmyślając nad tym, jakim cudem on nadal nie zorientował się co do niego czuję. Nagle poczułem jak coś opada na moje ramiona i już miałem z siebie wydać coś na kształt krzyku, kiedy zrozumiałem, że to skórzana kurtka Kima.
-Dzięki. – Opatuliłem się szczelnie ofiarowanym mi okryciem i podniósłszy z ziemi moją torbę, przewiesiłem ją sobie przez ramię. – Jak już mówiłem, powinniśmy już iść, ja naprawdę mam jutro pracę, więc do.. – w chwili, w której już chciałem się pożegnać, blondyn chwycił moją dłoń i znowu zaczął mnie gdzieś ciągnąć. – Hej! – Odpowiedziała mi jedynie cisza, przerywana rozmowami innych gości wesołego miasteczka – Hyung, dokąd mnie zabierasz? – Znowu cisza – Hyung! – podniosłem odrobinę głos, jednak odpowiedź na moje pytanie otrzymałem dopiero po jakimś czasie, gdy zatrzymaliśmy się przy diabelskim młynie. O nie, tylko nie to. – H-Hyung, ja naprawdę nie mogę, ja…!
-Jak często z czegoś rezygnujesz a jak często robisz to, czego tak naprawdę pragniesz? – Nie wiedziałem, jak na to odpowiedzieć. V miał rację, ale nigdy nie spodziewałbym się usłyszeć takich słów z jego ust. Wydawało mi się raczej, że Kim jest trochę… Mało pojętny. Dałem się w ciszy poprowadzić Taehyungowi, nie odzywając się do czasu aż zajęliśmy miejsce w jednej z kabin.
-Debil… - Mruknąłem pod nosem, spoglądając na widoki znajdujące się za małym oknem po mojej prawej stronie. Oczywiście do moich uszu dotarł śmiech chłopaka, który usiadł po drugiej stronie kabiny, naprzeciw mnie.
-Kookie, nic się nie zmieniłeś przez ten miesiąc.
-To chyba normalne. – Odparłem cicho, zerkając kątem oka na V. Zauważyłem, że jego włosy są znacznie jaśniejsze niż kiedy widziałem go ostatnim razem. – Ten kolor… Nie pasuje ci. – Nie zorientowałem się, że powiedziałem to na głos, dopóki nie usłyszałem odpowiedzi Taehyunga.
-Mi też się nie podoba. Zamierzam pofarbować włosy na inny kolor, ale jeszcze nie zdecydowałem się na jaki.
-Brąz. – Oznajmiłem, ponownie skupiając swoje spojrzenie na przechodniach, przypominających teraz małe mrówki.
-Czemu nie? A! Kookie… - obróciłem głowę w stronę przyjaciela, patrząc na niego pytająco. – Co tak naprawdę myślisz o Soji? – Gdybym teraz miał w ustach jakąkolwiek ciecz, z pewnością bym się nią zakrztusił. A to zmusiłoby drugą osobę do zmiany tematu. No ale niestety nie miałem przy sobie żadnego napoju, a osobą, z którą rozmawiałem był V – facet, który nigdy nie zrozumie żadnej aluzji. Co ja o niej myślałem? Zazdrościłem jej wszystkiego. Tego, że była piękna i dobra. Tego, że była dziewczyną. A przede wszystkim tego, że mogła być z TaeTae.
-Moim zdaniem jest idealną dziewczyną. – Powiedziałem jedynie, bawiąc się kosmykami moich krótkich, czarnych włosów.
-Chodzi mi o to, co niej myślisz, a nie jaka według ciebie jest.
-Nie lubię jej… Nie wiem dlaczego, ale po prostu nie lubię jej towarzystwa. – Oznajmiłem wreszcie, głośno wzdychając. To nie do końca była prawda, bo przecież doskonale zdawałem sobie sprawę z powodu, dla którego za nią nie przepadałem.
-Tak myślałem. – Zmarszczyłem brwi i zdziwiony zacząłem przyglądać się blondynowi.
-Jak to: Tak myślałeś? – Przecież to niemożliwe, żeby Kim od początku wiedział, że nie lubię Soji. Ukrywałem to najlepiej jak umiałem, więc on po prostu nie miał prawa się tego domyślić.
-Miałem takie przeczucie, to wszystko. – Podniosłem się wściekły z miejsca, nieomal uderzając głową o dach kabiny, przesunąłem się, i pochyliłem nad V, opierając dłonie na ściankach owej kabiny, po obu stronach głowy Taehyuna.
-Nie mogłeś się od tak tego domyślić… Proszę cię, przestać się wreszcie wygłupiać. Czuję się, jakbyś mieszał mi w głowie, Hyung…

~*~


piątek, 12 czerwca 2015

`Not Enough - Rozdział 2

`Jest to już drugi rozdział... Dziękuję wszystkim, którzy przeczytali poprzedni, a szczególni tym, którzy go skomentowali! Czuję dodatkową motywację! Dam z siebie wszystko i postaram się dorównać waszym oczekiwaniom. Jeszcze raz - Dziękuję!


Miesiąc później

-Zapraszamy ponownie. - posłałem uśmiech klientom opuszczającym kawiarnię, w której pracuję od jakiegoś czasu. Dzień w dzień obwiniałem się za to, że nie pożegnałem się z przyjaciółmi należącymi do Bangtan Boys, jednak... Teraz radzili oni sobie całkiem dobrze. Do ich zespołu dołączył Minhyuk, który jakiś czas wcześniej odszedł ze swojej grupy ,,Born to Beat". Ten człowiek jest, w przeciwieństwie do mnie, pewny siebie i już wcześniej był bardzo popularny (Co dopiero teraz, po aferze o jego nagłej decyzji przejścia z BTOB do BTS). Gdybym tylko nie był tak słaby i wrażliwy, to może byłbym w stanie...
-Jeongguk? - nieomal upuściłem szklankę, zabraną ze stojącego przede mną stolika, kiedy usłyszałem kobiecy głos zwracający się do mnie po nazwisku.
-Soji? Co ty tu robisz? - spojrzałem na dziewczynę, która stała tuż na wprost mnie, po drugiej stronie ławy. Jakim cudem jej wcześniej nie zauważyłem? Jej długie blond włosy przecież wyraźnie wyróżniały ją z tłumu. W dodatku była naprawdę ładna, zupełnie jak modelka i nikt nie mógł temu zaprzeczyć, nie ważne jak bardzo by jej nie cierpiał... Nic dziwnego, że została partnerką Taehyunga. 
-Soooji! Co ci zamó...Ech? Kookie? - tylko nie to, pomyślałem i wysiliłem się na uśmiech. Zobaczyć go teraz, po tak długim czasie... Już zaczynałem godzić się z tym, że nigdy więcej go nie zobaczę, a tymczasem on musiał zostać klientem akurat tej kawiarni, w której jestem kelnerem.. - Pracujesz tutaj?
-T-tak.. Od jakiegoś czasu. - miałem ochotę uciec.. Naprawdę miałem ochotę uciec, ale przecież byłem w pracy i mój wizerunek mógłby na tym ucierpieć... A nigdzie indziej nie mógłbym się zatrudnić.
-Och! O której dzisiaj kończysz? Chciałbym z tobą pogadać... - Aż za dobrze wiedziałem, dlaczego V chce to zrobić. W końcu zniknąłem zaraz po tym, jak wprost oznajmiłem mu, że wolę wiązać się z mężczyznami. Przeniosłem spojrzenie swoich oczu z podłogi na twarz Soji, która napotkawszy mój wzrok, posłała mi promienny, szeroki uśmiech. Najgorszym nie było to, że jej uroda była niesamowita - bardziej przygnębiał mnie fakt, że jej charakter był wręcz idealny. Nigdy nie zachowywała się jak egoistyczna, przysłowiowa blondynka. Wszystkim służyła pomocą i nigdy nie podnosiła na kogoś głosu. Odnosiłem wręcz wrażenie, że ta dziewczyna jest bez wad.
-Kookie! - nieomal podskoczyłem i zerknąłem na Kima.
-Osiemnasta... To znaczy, kończę o osiemnastej. - oznajmiłem i zabrałem się wreszcie za czyszczenie blatu stołu.
-To narka, Kookie - blondyn poklepał mnie delikatnie po ramieniu i kilka sekund później usłyszałem dzwoneczek, oznajmujący, że ktoś opuścił lokal. Odetchnąłem z ulgą i kucnął na ziemi. Potarłem dłonią policzek i zacząłem zastanawiać się, czy nie zwolnić się dziś wcześniej z pracy.
-Czuję się jak w kiepskim filmie klasy B... - mruknąłem pod nosem do siebie i wróciłem do pracy. Czas płynął zdecydowanie zbyt szybko i nim się obejrzałem była już prawie godzina, o której kończyłem swoją robotę. Ubrałem się w ekspresowym tempie mając nadzieję, że blondyna jeszcze nie ma - wtedy wymówka ,,nie było cię, więc poszedłem" by zadziałała. Ale Kim tam był - stał oparty o ścianę budynku, tuż przy wejściu do kawiarni. Poprawiłem torbę, którą miałem przewieszoną przez ramię, otworzyłem drzwi i wyszedłem na spotkanie chłopakowi. 
-Um...Cześć! - Zwróciłem na siebie uwagę V - To.. Gdzie pójdziemy, hyun... Ach! T-Taehyung, miałem na myśli... - Naprawdę chciałem powiedzieć do niego Taehyung, ale z przyzwyczajenia zwróciłem się do niego per "hyung".. Ach, poczułem się w tej chwili okropnie zażenowany, jednak kiedy usłyszałem donośny śmiech Kima, również do niego dołączyłem i bezskutecznie starałem się powstrzymać i uspokoić.
-Jungkookie, nazywaj mnie jak dawniej, jeśli wolisz. - mój przyjaciel, o ile tak mogę go nazwać, objął moją szyję ramieniem i ruszył przed siebie. Nie mogłem powstrzymać szerokiego uśmiechu, cisnącego się na moje usta, zwłaszcza w chwili kiedy V zbliżył swoją twarz do mojej, cicho się śmiejąc i potarł mój policzek swoim nosem. Kiedyś bardzo często tak robił, więc byłem już do tego przyzwyczajony.
-Taeh.. Znaczy się - poprawiłem - TaeTae, nie odpowiedziałeś mi na pytanie...
-Do wesołego miasteczka. - otworzyłem szeroko oczy ze zdumienia. Kim chciał ze mną poważnie porozmawiać w wesołym miasteczku? Przecież jedno wykluczało drugie!
-Ale nie mam przy sobie pieniędzy.. Najpierw musiałbym pójść do domu i...
-Hej, przecież ja nie klepię biedy! Już nie raz za ciebie płaciłem, Jungkook. - poczułem, że się rumienię, ale nie miałem jak tego ukryć. Teraz, kiedy tak się zastanawiam, mam wrażenie, że V nigdy nie przeszkadzało to, że często właśnie tak się przy nim zachowywałem. Może po prostu on również już do tego przywykł? Kiedy Taehyungowi było już niewygodnie obejmować mnie ramieniem, chwycił moją dłoń, jakby to była najzwyczajniejsza rzecz na świecie. Na jego twarzy mogłem dostrzec charakterystyczny kwadratowy uśmiech, który tak kochałem.


czwartek, 28 maja 2015

`Not Enough - Rozdział 1.

Pairing/Para: VKook, TaeKook ( V + JungKook )
Gatunek/Rodzaj: Dramat, Romans,  Yaoi, BL, FF (Boys Love)
Główny Bohater/Typ Narracji:Jeon Jeongguk (JungKook, Kookie)/Narracja pierwszoosobowa

Ehm! Jest to moje pierwsze w życiu opowiadanie tego typu. Miejscami naiwne, nie mające sensu, wiele wątków się powtarza, ale postaram się z czasem poprawić. Miłego czytania!


Prolog:

       Od początku wiedziałem, że nie mam szans. Nie starałem się wyznać co czuję do tej osoby. Może dlatego, że byłem cały czas demotywowany? 
       "Jungkookie, jesteś za młody! ", "Kookie, to tylko przejściowe zauroczenie". Starałem się wysłuchać osób starszych ode mnie, ponieważ zawsze szanowałem ich opinie jak i ich samych... Ale czy zwykłe zauroczenie trwa dwa lata? Teraz jest za późno. Kim Taehyung ma dziewczynę. Jest tuż obok mnie, ale nie mogę go dosięgnąć. Coraz rzadziej z nim rozmawiam. Unikam go. Czuję się przez to okropnie, wręcz podle... Ale nic nie potrafię z tym zrobić. Tyle razy widziałem go z tą dziewczyną: Jak trzymał jej dłoń, jak ją przytulał..Całował.. A przede wszystkim jak na nią patrzył. Czułem się tak jak on, kiedy przebywał z osobą którą kocha. Każda sekunda, kiedy mnie przytulał, łapał moją dłoń, czy chociażby wygłupiał się ze mną, była najszczęśliwszą chwilą w moim życiu. 
       Spojrzałem na torbę wypakowaną po brzegi moimi rzeczami. Czemu odchodzę? Przecież taniec, śpiew i ten zespół to wszystko co mam. Robiłem dobrą minę do złej gry - często rozmawiałem z rodzicami. A oni jedynie rozprawiali o tym, jak to bardzo im ulżyło, gdy wyjechałem - że odciążyłem ich finansowo i teraz nie muszą sobie niczego odmawiać. Nasza rodzina była duża i klepaliśmy biedę. Mój ojciec jest hydraulikiem,  matka nie pracuje a mam jeszcze trójkę rodzeństwa, dlatego mój wyjazd polepszył ich sytuację. 
-I co teraz?... - zapytałem cicho sam siebie i głośno westchnąłem. Mam małe mieszkanie ale jak je utrzymam? W dodatku będę zdany tylko na siebie. Będę sam. Całkiem sam... Usiadłem na łóżku i zakryłem obiema dłońmi twarz.
-Kookie? - odsłoniłem twarz i spojrzałem przerażony na drzwi od mojego pokoju.
-Tae? - zerwałem się z miejsca i odwróciłem plecami do chłopaka, próbując bezskutecznie zakryć swoim ciałem torbę. 
-Jin mi powiedział... - nagle poczułem jak silne ręce V oplatają mnie w pasie a jego klatka piersiowa przylega do moich pleców. Spuściłem głowę i przygryzłem dolną wargę,  czując jak moje serce zaczyna bić coraz szybciej. Na moje policzki wypłynęły też obfite rumieńce. Zawsze tak reagowałem na obecność i dotyk brązowowłosego i nie ważne jak bardzo starałem się powstrzymać od takiej reakcji - nic to nie dawało. -Jeon.. - zadrżałem i spróbowałem się wyplątać z uścisku Kima, ten jednak tylko go wzmocnił.
-Puść mnie,  TaeTae... - wydusiłem z siebie, gdy ten oparł podbródek na moim ramieniu.
-Dlaczego odchodzisz? - zwiesiłem ramiona i przestałem się szarpać z rękami przyjaciela.
-Nie mogę ci powiedzieć..  Po prostu nie mogę tu dłużej z wami być. 
-Czemu nie możesz mi..
-Bo mnie za to znienawidzisz! Ale w porządku... - dodałem po chwili, zamykając oczy - Zakochałem się w mężczyźnie. W kimś z zespołu, rozumiesz? - palnąłem i korzystając z chwili zamyślenia V, wyszarpnąłem się z jego objęć, chwyciłem wciąż otwartą torbę i nieomal biegiem opuściłem pomieszczenie. 

//Wiem, że jest to dosyć krótkie, jednak jest to prolog, bardziej wprowadzenie do historii. Następne rozdziały będą znacznie dłuższe. 

~Yu

wtorek, 26 maja 2015

안녕~ Zmiany, zmiany, zmiany!

Doberek Wam, osobom zerkającym na tego bloga, bądź któregoś z innych mojego autorstwa. Od czego by tu zacząć?  Zmiany.  No właśnie. Już od dłuższego czasu się nad tym zastanawiam i doszłam do wniosku, że zrobię to. Czyli co? Będę tu wstawiać FF... I to nie byle jakie. KPOP. Właśnie tak. Będę wstawiała tu opowiadania pisane przeze mnie, które będą o tematyce YAOI  ( ♂+♂). Póki co dopiero zaczęłam jedno ale w mojej głowie czai się jeszcze wiele innych pomysłów.. Mam nadzieję że gorąco mnie przyjmiecie!... ( Cisza ).. No tak. Ehm. I to na tyle. Dzięki za uwagę, moi mili!

Yu~