sobota, 12 grudnia 2015

`Not Enough - Rozdział 4

Wielki powrót! Nareszcie! Przepraszam za nie dodawanie nowych rozdziałów przez tak długi czas, jednak miałam naprawdę sporo nauki w szkole i nie mogłam znaleźć na to czasu... Ale wreszcie mam chwilę dla siebie i postanowiłam spędzić ją, dodając nowy rozdział "Not Enough". Myślałam ostatnio nad napisaniem kolejnego fanfica, może jakiegoś oneshotu. Jakieś pomysły, życzenia? Piszcie w komentarzach ~ A teraz życzę miłego czytania :D

~*~

-Co ty mówisz, Kookie? - Zdziwiony V spojrzał wprost na mnie i uśmiechnął się lekko - Przecież to normalne, że się wszystkiego domyśliłem. Jesteś moim przyjacielem... Tak jak Jimin, czy Suga. - Te słowa zabolały mnie tak bardzo, że momentalnie cofnąłem się i wróciłem na miejsce, spuszczając głowę i wbijając wzrok w podłogę.
-No tak. Przepraszam. - szepnąłem cicho, powstrzymując łzy napływające mi do oczu. Dlaczego to ja musiałem tak cierpieć? Tylko ja przepłakiwałem noce i zastanawiałem się co zrobić, żeby się odkochać, podczas gdy Taehyung spędzał ten czas z Soji...
-Za co mnie przepraszasz, Jungkook? - TaeTae z pewnością był teraz zmartwiony... Widać to było w jego wyrazie twarzy. Nie powinienem się tak przy nim zachować, wprawiłem go jedynie w zakłopotanie. Gdybym tylko był w stanie wyrzucić z siebie to wszystko i powiedzieć mu co czuję... Wszystko byłoby wtedy łatwiejsze.
-A, nie... Ja po protu... - Po prostu co, Jeon? Robiłeś sobie złudne nadzieje? -Źle się czuję... -Tak, to była dobra wymówka. Co prawda nikt by w nią nie uwierzył, widząc w jakim jest stanie, ale w końcu osobą, z którą siedział w wagoniku był "Alien V".
-Hm? Może zjadłeś za dużo waty cukrowej? -V naprawdę jest zbyt łatwowierny. Nigdy nie zastanawia się nad tym, czy ktoś kłamie czy też mówi prawdę. Z góry zakłada, że jest szczery, dlatego każdy bez problemu może go oszukać. Taki właśnie był Taehyung.
-Tak, to pewnie przez to. -Odparłem, pocierając dłonią swój policzek. Naprawdę... Każdy z moich bliskich przyjaciół już dawno zorientowałby się, że kłamałem. Nagle poczułem, że kabina w której się znajdowaliśmy, zatrzęsła się i znieruchomiała. Po chwili małe drzwiczki po mojej prawej otworzyły się i moim oczom ukazał się pracownik odpowiedzialny za obsługę diabelskiego młynu.
-Szybko, szybko. - Po tym, jak zostałem popędzony przez mężczyznę i wysiadłem, ruszyłem przed siebie, spoglądając na gwieździste niebo. W oddali słyszałem śmiech i liczne rozmowy, a tuż za sobą czyjeś kroki. Wiedziałem, że to Kim. Kto inny mógłby za mną iść?
-Wiesz, wszyscy za tobą tęsknią, Jungkookie. - Zatrzymałem się i obejrzałem przez ramię, a utkwiwszy wzrok w twarzy mojego towarzysza, cicho westchnąłem.
-Wiem o tym... Ale nie jestem w stanie spojrzeć im w oczy, po tym jak nagle odszedłem z zespołu. - Mruknąłem cicho, odwracając wzrok od chłopaka. Ten jednak podszedł do mnie i poklepał mnie delikatnie po głowie.
-Rozumiem cię, ale mimo wszystko... Powinieneś się z nimi spotkać. A jeśli chodzi o osobę, w której się zakochałeś, to najlepiej będzie, jak jej o tym powiesz. W przeciwnym wypadku będziesz cały czas cierpiał i nie będziesz w stanie iść naprzód i cieszyć się życiem.
-Czy to był cytat z...
-Och! Dałbyś mi od czasu do czasu powiedzieć coś mądrego! - Momentalnie wybuchnąłem śmiechem, widząc minę, jaką zrobił Taehyung. Tak bardzo kochałem.. Wszystkie jego zalety i wady, chwile, kiedy żartował, chwile, kiedy był poważny. Jego uśmiech, jego radosne spojrzenie i optymistyczne podejście do życia... Wszystko. Kochałem w nim to wszystko.
-Nigdy się nie zmienisz, co? - Wytarłem kciukiem łzy radości, które pojawiły się w kącikach moich oczu.
-Nigdy. - Moje serce po raz kolejny zabiło mocniej, gdy V się uśmiechnął. Spuściłem głowę w fół, ukrywając zarumienione policzku za moją przydługą grzywką. Zwinąłem moją dłoń w pięść i lekko uderzyłem nią w ramię stojącego po mojej prawej chłopaka. Ten tylko spojrzał na mnie pytająco, unosząc do góry swoje brwi.
-Za dzisiaj... Dziękuję - Mruknąłem, czując jak moje rumieńce się powiększają.
-Nie ma za co, Kookie! - W tamtym momencie czułem się naprawdę szczęśliwy. Znowu przyjaźniłem się z V, o ile mogłem naszą relację tak nazwać. Kilka dni później nadal myślałem o dniu, który spędziłem w wesołym miasteczku. Właśnie zmywałem naczynia, kiedy usłyszałem dźwięk dzwonka do drzwi. Kto to mógł być? Przecież nikogo się nie zapraszałem a niewiele osób znało mój adres zamieszkania... Wycierając ręce kuchenną ściereczką o kwiecistym wzorze, ruszyłem w stronę korytarza, by przez judasza sprawdzić kto się do mnie dobija o tej porze. Był to... Człowiek, którego nigdy nie widziałem na oczy. Otworzyłem od niechcenia drzwi i lekko je uchyliłem - w końcu nie miałem zamiaru od tak wpuszczać kogoś do środka, nie byłem aż tak głupi.
-Tak? -Zapytałem odruchowo mężczyznę, stojącego przede mną. Był on dość elegancko ubrany, w końcu mało osób nosi na co dzień marynarki i koszule, prawda? W dodatku był stanowczo za młody, żeby być jakimś biznesmenem, czy kimś w tym rodzaju.
-Dobry wieczór. Przepraszam, że przeszkadzam, ale właśnie wprowadziłem się do mieszkania na przeciwko i pomyślałem, że wypadałoby się przywitać. - Zmarszczyłem lekko brwi, uważnie lustrując rozpromienioną twarz chłopaka, stojącego na wprost mnie. Kogoś mi przypominał, tylko... Kogo?
-Um, dobry wieczór. Może chciałby się pan czegoś napić? - zaproponowałem, otwierając szerzej drzwi. To na pewno nie był żaden włamywacz, już od jakiegoś czasu właścicielka tego małego budynku chodziła zaaferowana, opowiadając o "nowym, przystojnym lokatorze". Uśmiech widniejący na twarzy mężczyzny jeszcze się poszerzył, jednak pokręcił on przecząco głową, dając mi do zrozumienia, że nie skorzysta z mojej propozycji.
-Z miłą chęcią, jednak muszę się jeszcze rozpakować, więc może innym razem. No i proszę, mów mi po imieniu. Nazywam się Lee Hyungwon.
-Jeon Jeongguk... - skinąłem delikatnie głową, posyłając nowemu znajomemu nieśmiały uśmiech. Oboje uścisnęliśmy sobie dłonie i pożegnaliśmy się. Wróciłem do swojego mieszkania, zamykając za sobą drzwi, i z cichym westchnieniem usiadłem na kanapie. Telefon, który znajdował się w tylnej kieszeni moich spodni, zaczął wibrować, więc wyciągnąłem go i spojrzałem na wyświetlacz. Moja aura momentalnie się zmieniła. Nie wiedząc dlaczego, poprawiłem włosy, które miałem w lekkim nieładzie i dopiero wtedy odebrałem.
-TaeTae? - zsunąłem ze stóp kapcie i położyłem się na kanapie - Sobota? Tak, mam czas... - Uśmiechnąłem się do siebie i przygryzłem dolną wargę. Jeszcze przez chwilę rozmawiałem z chłopakiem, głównie o tym, gdzie pójdziemy i co będziemy robić, jak już się spotkamy. Cały czas czułem "motylki w brzuchu", jak to mówią zakochani, w dodatku kiedy musieliśmy już skończyć rozmowę, nie potrafiłem ukryć zawodu w moich głosie. Po pożegnaniu się z Kimem, wstałem z kanapy i nie zakładając kapci, poszedłem do kuchni aby skończyć zmywać naczynia. Nie wiem dlaczego, ale myślami wróciłem do dnia, kiedy V miał po raz pierwszy dyżur w kuchni. Dopiero tydzień mieszkaliśmy ze sobą w dormie i nie znaliśmy się za dobrze, pomimo że wcześniej niejednokrotnie spotykaliśmy się na ćwiczeniach. Ja nawiązałem bliższy kontakt jedynie z Jinem, najstarszym z zespołu, i to w większości z nim spędzałem czas. A więc, Taehyung miał coś ugotować. Coś prostego, żeby można to były w miarę szybko przygotować i żeby każdy się najadł. Chciał zrobić spaghetti, na które przepis znalazł gdzieś w internecie, ale... Niestety, przypalił sos, a makaron był twardy. Jakim cudem można nie dogotować makaron? Każdy przy stole śmiał się z Kima, on zresztą również szeroko się uśmiechał, przepraszając nas za swój brak umiejętności gotowania. To trochę bardziej nas wszystkich do siebie zbliżyło. Bez skrępowania mogliśmy rozmawiać o głupocie "TaeTae" i o codziennych obowiązkach. A po debiucie byliśmy już całkiem zgraną paczką. Tamte dni... Już nigdy do nich nie wrócimy...


/Przepraszam, że jest to tak krótkie, jednak nie mam dostępu do laptopa, bo trochę mu się umarło (Czyt. ładowarka się zepsuła). Za tydzień powinnam już mieć dostęp do komputera, więc wstawię jakiś oneshot i będzie on znacznie dłuższy. Dziękuje wszystkim, którzy czytają mojego bloga, bez względu na to, czy przypadł im do gustu, czy nie. Cieszę się, że jesteście tu ze mną - to motywuje mnie do dalszego pisania.  Do zobaczenia w następnej notce.
~Yu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz